środa, 10 czerwca 2015

ZAWIESZENIE ?






DOPÓKI NIE BĘDZIE 3 KOMENTARZY, 
NIE BĘDZIE ROZDZIAŁU!!!!!!!!!!!!!!!


~~Zmierzchu :* <5 

czwartek, 4 czerwca 2015

Rozdział 20


W DALSZYM CIĄGU CZEKAM NA 3 KOMENTARZE!!!!

Alex, Alex, Alex, Alex... Brunet o czekoladowych oczach. Bardzo przystojny 18-latek z tego co się dowiedziałam. Usiedliśmy na krzesłach i rozpoczęliśmy rozmowę.
-Co ty tu robisz? Nigdy cię nie widziałam w tym miejscu- zapytałam.
-Zacząłem pracę. Moim zadaniem technikowanie. Zajmuję się tymi wszystkimi klawiszami- w tym momencie wskazał ręką na mnóstwo różnych przycisków, które ogrania tylko Mike. Jak widać, nie tylko- A ty? Co ty tu robisz?
-Też pracuję. Moim zadaniem jest śpiewanie, pisanie piosenek i tak dalej- odpowiedziałam uśmiechając się.
-Czyli... Jesteś piosenkarką?- zapytał, a ja przytaknęłam. Opowiedziałam mu o zespole i o wszystkim w ogóle, w ogóle, on natomiast też mi trochę o sobie opowiedział.


                                            ********4 godziny później********
Podczas czterogodzinnej rozmowy z Alexem dowiedziałam się, że chłopak ma brata i mieszka z rodzicami. Uwielbia muzykę i grę w siatkówkę. Zdobył wymarzoną pracę i skończył liceum w czerwcu. I w ogóle bardzo, bardzo, bardzo dużo informacji.
-..... I tak zakończył się mój pierwszy melanż z moim kumplem- Lukiem. To było mega- Alex skończył opowieść o pierwszej poważnej, alkoholowej imprezce. Spojrzałam na zegarek 0.01.
-Cholera- westchnęłam.
-Co jest?- zapytał brunet.
-Już północ. Muszę wracać do domu- odpowiedziałam i wstałam. On szybko podążył za mną.
-Odprowadzę cię- powiedział szybko.
-Nie musisz- uśmiechnęłam się do niego.
-Ale chcę- odpowiedział, a ja już się nie kłóciłam. Kiedy wyszliśmy zorientowałam się, że jestem w samej bluzce na krótki rękawek i padał deszcz. Chłopak chyba też to zauważył, bo bez słowa zdjął swoją bluzę i mi ją podał.
-Dzięki- powiedziałam tylko i założyłam ją. Przynajmniej było mi ciepło.
-Co robisz jutro?- zapytał chłopak.
-Hm...- zamyśliłam się- Jutro jest poniedziałek...Więc zapewne zaczniemy przygotowywać się do piątkowego koncertu. Ale wieczorem prawdopodobnie będę wolna.
-Świetnie- skomentował Alex- W takim razie... Zapraszam cię jutro... Jeszcze nie wiem gdzie, ale coś wymyślę! Tylko musisz mi podać numer telefonu- powiedział i wyjął swój telefon. Przewróciłam oczami i wpisałam kilka cyferek.
-Mam nadzieję, że się odezwiesz- powiedziałam przypominając sobie sytuację sprzed kilu lat, jak chłopak mnie wystawił.
-Alex zawsze dotrzymuje obietnic- zapewnił mnie chłopak. Powiedział to takim tonem, że wybuchnęłam śmiechem, a po chwili dołączył do mnie brunet.
-Kiedy wracają twoi rodzice?- zapytałam po chwili.
-Hmm... Za tydzień. Musisz ich poznać, a zwłaszcza mojego brata! On jest mega zabawny! Wyrywa praktycznie wszystkie dziewczyny, kilka miesięcy temu poznałam taką jedną, ale dała mu kosza! Biedak nie był w stanie się pozbierać przez jakiś czas- odpowiedział.
-Cóż... Kiedyś musiała być ta pierwsza dziewczyna- odpowiedziałam. Deszcz przestał mi przeszkadzać, ale w ogóle go nie czułam, mimo tego, że moje włosy były całe mokre. Nim się obejrzałam stałam przed blokiem, gdzie mieszkam.
-A... Kiedy ja poznam twoich rodziców?- zapytał brunet,
-Wątpię, żebyś chciał. Ja i Jeremy nie mamy z nimi kontaktu. Oni po prostu powinni być w wariatkowie, to znaczy ojciec, bo matka siedzi w więzieniu- odpowiedziałam i przez chwilę staliśmy w absolutnej ciszy.
-Więc... To chyba koniec naszego spotkania. Do zobaczenia jutro- odpowiedziałam i chciałam już wejść, kiedy chłopak pociągnął mnie za rękę i pocałował. Oczywiście oddałam pocałunek. Nie wiem ile on trwał. Nagle świat przestał się liczyć. Czas się zatrzymał. Deszcz przestał padać. Mimo tego, że znam go od kilku godzin, już go pokochałam. Miłość od pierwszego wejrzenia, tak to mówią? Chyba tak.
-Muszę już iść- powiedział po skończonym pocałunku i szybko pobiegłam do windy. O cholera. Zamknęłam oczy i znowu poczułam jego usta na moich. Nieźle się wkopałam. Kiedy winda się zatrzymała weszłam do mieszkania. Cisza i spokój. Była już 0.30, a ja byłam strasznie zmęczona. Mimowolnie ziewnęłam. Szybko zjadłam jogurt owocowy i już miałam iść do łazienki, gdy dostałam SMSa. Wolnym krokiem wróciłam do przedpokoju, gdzie była moja komórka i odblokowałam ją. Nieznany mi numer. Ponieważ się zaciekawiłam nieznanym nadawcą od razu przeczytałam wiadomość.

     Już za tobą tęsknię, kotku. I za twoimi ustami również :*
     ~~Alex :3 
Uśmiechnęłam się do siebie.  Postanowiłam coś odpisać, ale nie tak od razu. Niech nie myśli, że jestem łatwa. Wzięłam telefon i poszłam do łazienki. Do gorącej wody w wannie dodałam mojego ulubionego olejku i zanurzyłam się w pianie. Zamknęłam oczy i zrelaksowałam się. Dopiero teraz uwiadomiłam sobie, że zaraz usnę ze zmęczenia. Jakby nie patrzeć, to był bardzo stresujący dzień. Stresujący, ale bardzo fajny. A najfajniejsza była końcówka dnia. Maltida Sea!*. Jest... 1.00, a reszty nie ma w domu. Zadzwoniłam do Ali, ale nie odebrała, to samo zrobiłam kilkanaście razy, ale nikt nie odpowiadał. Obstawiam, że się nieźle nachlali. Odpisałam szybkiego SMSa do Alexa:

    Nie bądź taki romantyczny. A teraz idę spać, więc nie przeszkadzaj :**

Założyłam moją ulubioną piżamę z Hello Kitty i wskoczyłam do łóżka. Przeczytałam tylko SMSa od bruneta:

Dobranoc i snów o mnie, kotku :*

Mimowolnie przewróciłam oczami i odłożyłam telefon, wcześniej nastawiając go na 8.00. Po kilku minutach spałam jak zabita...

                                     ********Poranek********
Wstałam bardzo wyspana i miałam bardzo fajny sen. W dobrym humorze poszłam do kuchni podśpiewując sobie piosenkę.
-Y este corazon!!- krzyknęłam i zaśmiałam się. Jestem nienormalna, skoro śpiewam sama do siebie, sama w domu. I nagle stanęłam. Jeremy, James, Marry, Mike, Alison. Pędem pobiegłam do ich pokoi, ale nikogo nie było. Wzięłam szybko telefon i zobaczyłam nowego SMSa:

        Jesytemy sczesliwu no mart se
 ~~ Aki, Jqmes, Jer, Miw, Mar
Po przeczytaniu SMSa wybuchnęłam śmiechem. Nieźle się nachlali, ale żyją. Obstawiam, że to znaczy: Jesteśmy szczęśliwy, nie martw się. Kiedy mój dobry humor powrócił zjadłam śniadanie i wykonałam wszystkie poranne czynności. Kiedy kończyłam się malować usłyszałam dzwonek telefonu i spojrzałam na wyświetlacz:

   Braciszek ;)
 -Jeremy? Gdzie wy do jasnej cholery jesteście? Zaraz musimy być w studiu- powiedziałam patrząc na zegarek. 9.30.
-Jakby ci to powiedzieć,...- jęknął- To znaczy ja dużo nie wypiłem, tylko jedno piwo.... Ale to zrobiłem...- plątał się, przez co wyczułam, że coś jest nie tak.
-Gdzie jesteś?- zapytałam lekko zdenerwowana.
-Na komisariacie...



~Maltida Sea- cholera, w j. hiszpańskim

TRZECH KOMENTARZY NIE MA, JEŚLI NIE BĘDZIE DO 14 CZERWCA 2015 ZAWIESZAM BLOGA!!
~~Zmierzchu :* <5

sobota, 23 maja 2015

Rozdział 19



Przeczytaj notkę pod rozdziałem -------->

Dni mijały, mijały i mijały. Nim się obejrzeliśmy był listopad. Dzisiaj są dwie rozprawy: jedna, żebyśmy uczyli się w domu i tai dalej i druga- żebym była prawną opiekunką Jeremiego.  Przez te dwa miesiące Rebendent, a raczej Ret- bo tak się teraz nazywa nasz zespół zdobył ogromną sławę. RET- skrót od Renbendent. Trzy litery. Przy okazji to prawie czerwony tylko pisane przez t co też coś tam oznacza, jak to Camille powiedziała.  Camille uznała, że RET jest szybsze do powiedzenia, napisania i tak dalej, a takie szybciej zapisują się w głowie. Kilka dni temu uzyskaliśmy zgodę do śpiewanie piosenek RBD. Dali nam pełne prawo do nich i teraz.... One są nasze! Mamy ponad 30 piosenek ich i kilka naszych. 24 grudnia wychodzi nasza płyta, więc teraz zaczynamy pełną parą.  Ostatnio jakaś dziewczyna rozpoznała mnie w sklepie i prosiła o autograf. Potem mnie obserwowała. Kilka tygodni temu ukazał się magazyn młodzieżowy z nami na stronie głównej, po prostu... Mega! Przez ten czas szkoła i kariera jakoś się łączyły... Wracaliśmy ze szkoły, odrabialiśmy lekcje, szliśmy do studia, a o 11.00 wracaliśmy i do 1.00 zakuwaliśmy. I tak w kółko, kółko, kółko i kółko. Na szczęście w weekend było inaczej. Więcej wolnego czasu, więc wtedy ja uczyłam się na praktycznie wszystkie sprawdziany w tygodniu i byliśmy w studiu. W niedzielę odpoczywaliśmy i staraliśmy napisać jakąś nową piosenkę.

Dzisiaj była sobota. Dziwne... Rozprawy sądowe akurat w ten dzień tygodnia... Wstałam o 8.00, ponieważ o 10.00 była pierwsza- moja i Jeremiego. Trochę bałam się zobaczyć rodziców, wiedziałam że są na nas źli, wściekli i nie wiem co jeszcze. Matka siedziała przez 48 godzin w więzieniu, jej adwokatem jest ojciec. Jeszcze gorzej. Po zjedzeniu śniadania wykonałam wszystkie poranne czynności i byłam gotowa. 9.00. Kiedy siedziałam w kuchni i przeglądałam czasopismo zobaczyłam Jeremiego. Ubrany był na galowo. Ja natomiast miałam na sobie czarną sukienkę do kolan oraz czarne baleriny.
-Hej siostro- powiedział siadając obok mnie.
-Hej bracie- uśmiechnęłam się patrząc na niego- Zdenerwowany?
-Tak- odpowiedział i westchnął. Oparłam głowę o jego ramię i również westchnęłam.
-Nie martw się. Będzie dobrze.
-Kiedyś- zaczął- nawet nie myślałem o tym, że matka przestanie mnie bić albo że jej się postawię, a tym bardziej, że pójdę z tym do sądu. Ale teraz... Wreszcie się od nich odczepię, będę miał spokój.
-A jak tam twój pokój?- zapytałam- Wszystko gotowe?
-Tak- przytaknął- Chodźmy, już 9.10, a zanim tam dojedziemy to chwila minie.
Wyszliśmy i już po 30 minutach staliśmy przed dużym budynkiem. Poszliśmy przed salę nr 208, gdzie spotkaliśmy naszego adwokata.
-Nie denerwujcie się.  Sprawa na pewno jest wygrana. Chodzi o pobicie- powiedział, a ja przypomniałam sobie o moich policzkach. Nie miałam już opatrunków, a rany były prawie niewidoczne,
-Proszę, proszę! Któż tu się zjawił?! Jak się czujesz Liliano? Policzki już nie bolą?- za moimi plecami usłyszałam sarkastyczny głos naszej matki. Wzięłam Jeremiego za rękę ze zdenerwowania i odwróciłam się. Przede mną stała matka we własnej osobie w kajdankach oraz ojciec trzymający ją pod ramię.
-Rodzice!- powiedziałam- Miło was widzieć, szkoda, że w takich okolicznościach.
-Wejdźmy- mruknął nasz adwokat, a my poszliśmy za jego radą.


                                   ********2 godziny później********
Punkt 12.00 wyszliśmy, a ja od razy przytuliłam Jeremiego z uśmiechem.
-Udało się!- krzyknęłam,
-Jeszcze tego pożałujecie- powiedział ojciec przez zaciśnięte zęby przechodząc obok nas, jednak nie zwróciliśmy na niego zbytniej uwagi. Sędzia postanowił, że ja będę prawną opiekunką, a matka idzie do więzienia na pół roku. Haha! Prawniczka w więzieniu. No nieźle. Będzie o tym głośno przez jakiś czas. Usiedliśmy na najbliższej ławce i czekaliśmy na resztę, ponieważ za pół godziny jest kolejna rozprawa. Ta jednak nie jest taka poważna, więc to dobrze.  Kilkanaście minut później zjawiła się cała czwórka.
-I jak?- zapytała Alison.
-Wygraliśmy- krzyknęłam i ją przytuliłam. Po chwili dołączyła do nas reszta.
-Zapraszam na salę- powiedziała Camille, która zjawiła się ni stąd, ni zowąd.  Poszliśmy do sali. Oby się udało.


                                ******** godzina później********
Udało się! Znowu! Normalnie w to nie wierzę! Dzisiaj jest jakiś wspaniały dzień. Jest już 2.00.
-Świetnie! Koniec ze szkołą! Nareszcie!- krzyknął James, a my wybuchnęliśmy śmiechem.
-To co... Pizza?- zapytała Camille, a my zgodziliśmy się.
30 minut później byliśmy już w pizzerii i zamawialiśmy obiad.
-Nie wierzę, że nie musimy już chodzić do szkoły - skomentowałam z uśmiechem.
-Racja- przytaknęła Marry.
-Więc pierwsza lekcja jest... Wtorek o 8.30. Macie pierwszą biologię, geografię dwa angielskie, dwie matmy, dwie chemie i...- powiedziała patrząc na kartkę- hiszpański. Każda lekcja trwa godzinę, więc wszystkie trwają 9 godzin. Potem macie wolne. W poniedziałek o 10.00 mamy spotkanie. Nagrywamy pierwszą piosenkę na płytę, a w piątek... Wasz pierwszy koncert!
-Wow!- krzyknął Jeremy.
-Właśnie.,.. Wow!- dodał Mike.
-Wasze zamówienia- nagle zjawił się kelner i na nasz stolik położył dwie duże pizze, więc od razu zaczęliśmy jeść. Po zjedzeniu gadaliśmy jeszcze godzinę, kiedy James zaproponował:
-Ej, może pójdziemy dzisiaj do klubu? Uczcić to tak na poważnie?- zapytał, a wszyscy przytaknęli,
-Ja odpadam. Jestem zbyt zmęczona- odpowiedziałam.
-No trudno. Jest 4.00, więc idziemy do domu i o 7.00 wychodzimy, ok?- zarządziła ruda.
-Lili musisz mi pomóc! Muszę się wystrzałowo przygotować, żeby poderwać jakiegoś przystojnego chłopaka! Pomożesz mi?- zapytała Ali kiedy wchodziliśmy do mieszkania.
-Jasne- odpowiedziałam- Ale najpierw muszę się przebrać. Zaraz u ciebie będę.
Kiedy weszłam do pokoju przebrałam się szybko z czarne rurki i  luźną koszulkę z hiszpańskimi napisami. Zmyłam jeszcze makijaż i zrobiła  nowy, podchodzący w mój styl. Włosy zostawiłam rozpuszczone. Po kilku minutach byłam już u Ali, która akurat brała prysznic. Poszłam do jej garderoby i zaczęłam rozglądać się za jakimś odpowiednim strojem. Nagle zobaczyłam śliczną czarną sukienkę bez pleców z kokardką. Kiedy wróciłam dziewczyna leżała na łóżku w ręczniku.
-Masz coś?- zapytała nie patrząc na ,mnie.
-Tak- odpowiedziałam uśmiechając się, a ona ożywiła się momentalnie.
-Pokaż!- krzyknęła zabierając mi sukienkę.
-Gdzie ją kupiłaś?
-Hmm- zamyśliła się- Chyba na wycieczce w Londynie.
-Fajnie- skomentowałam. Po pół godzinie dziewczyna była ubrana, więc zabrałam się za makijaż. Po dwóch godzinach ruda była gotowa.
-Co będziesz robić, Lili?- zapytał Jeremy zakładając trampki.
-Hmm... Nie wiem- przyznałam- Ale coś wymyślę.
-Baw się dobrze, siostro- powiedział i wyszedł z całą resztą. Ja natomiast wpadłam na świetny plan. Ponieważ nastała mnie wena poszłam do studia, gdzie panowała idealna cisza. O tej porze raczej nikogo nie ma. Co się dziwić? Jest sobota, 7.30 wieczorem, więc wszyscy bawią się na imprezach. Weszłam do naszego pokoju i usiadłam. Zamknęłam oczy i odprężyłam się po stresującym dniu. Wzięłam kartkę i długopis do ręki i zaczęłam pisać. Kiedy skończyłam postanowiłam przetestować piosenkę. Nagle rozległy się brawa i przed kabiną zobaczyłam młodego bruneta. Wyszłam.
-Jesteś świetna- powiedział- A tak w ogóle to Alex jestem.
-Lili- podałam mu rękę.
Kolejny chłopak...



BLOG BANKRUTUJE! JEŻELI JESTEŚ CZYTELNIKIEM TEGO OTO BLOGA PROSZĘ SKOMENTUJ TEN ROZDZIAŁ! JEŻELI NIE BĘDZIE 3 KOMENTARZY USUWAM BLOGA!
~~Zmierzchu :* <5

wtorek, 19 maja 2015

Rozdział 18




Poniedziałek. Znowu.... Szkoła, nauka i tak dalej, i tak dalej. Po wejściu do szkoły razem z resztą zauważyłam, że dużo uczniów obserwuje nas. W sumie.... Co się dziwić? Rozpoczynamy karierę i dużo osób nas słucha, zna czy coś tam. Pierwsza lekcja to.... Biologia. Same nudne informacje, które poznaliśmy wcześniej. Ogólnie 3 klasa liceum to same powtórzenie.  Podczas tej lekcji dostałam SMSa od Camille.


Dzisiaj musimy się spotkać. O 4.00 w wytwórni. Musimy obgadać ważną sprawę. Wiem, że jesteście w szkole i to  o nią chodzi. Przekaż reszcie i teraz mam nadzieję, że tym razem będą wszyscy. 
Camille :*

Ukradkiem pokazałam wiadomość innym i wszyscy przytaknęli. Na szczęście nieogarnięta nauczycielka tłumaczyła tylko coś tam o budowie liścia czy korzenia. Na następnej lekcji dostałam kolejną wiadomość tekstową. Myślałam, że to Camille, jednak pomyliłam się.


Nie uciekniesz ode mnie tak szybko, złotko :**
Zawsze twój, Nathan <3

-Cholera- mruknęłam pod nosem.
-Co jest?- zapytała Marry, która siedziała w jednej ławce ze mną. Nic nie mówiąc, westchnęłam i pokazałam jej ekran telefonu.
-Ten koleś jest nienormalny!- powiedziała, a ja przytaknęłam.
-Muszę zmienić numer telefonu- oświadczyłam.
-Racja, w takiej sytuacji. Może wtedy się od ciebie odczepi. Po cholerę mu dawałaś ten numer, co?
-Oj tam- jęknęłam- Nie myślałam, że ten koleś jest taki psychiczny- dodałam i zamilkłyśmy upomniane przez nauczycielkę j. angielskiego. Nim się obejrzeliśmy lekcje minęły, szybko poszło. Nim się obejrzeliśmy byliśmy w wytwórni muzycznej.
-Hej- powiedziała Camille, która właśnie nas zauważyła. Siedziała, a na stoliku położone były jakieś kartki.
-No hej- odpowiedziałam uśmiechając się. Reszta też się przywitała i wszyscy usiedliśmy.
-Co jest?- zapytałam lekko zaniepokojona widząc jej wyraz twarzy.
-Została nam do omówienia jedna sprawa- zaczęła- Wasza szkoła.
Spojrzeliśmy na nią zdziwieni.
-Kariera muzyczna i szkoła nie pasują do siebie, jak lody do ketchupu- uśmiechnęliśmy się na wspomnienie Jamesa, który kiedyś to zjadł. Przez tydzień nie było go w szkole- Jest na to jednak pewien sposób, który jest stosowany przez wielu młodych artystów uczących się w szkole.
-Jaki?- zapytała zaciekawiona Ali.
-Właśnie, jest to w ogóle możliwe?- wzruszył ramionami Mike.
-Jest- odpowiedziała brunetka-  No więc tak... Mogę załatwić wam nauczanie w domu. Dwa racy w tygodniu poświęcacie cały dzień na naukę. Macie ułatwione zadanie, ponieważ z 3 klasie liceum jest powtórzenie. Gorzej ma Jeremy, ale przetrwasz to. Jesteś silnym chłopakiem- powiedziała i uśmiechnęła się do niego-  Jeremy na koniec roku szkolnego pisze specjalny test, a reszta normalnie przychodzi na maturę.
-Ok, zgadzamy się, ale jak to się robi?- zapytała Marry.
-Zgłaszam do sprawę do sądu i to do nich należy werdykt. Rozpatrzą wasze zachowanie na lekcjach, opinie nauczycieli, oceny i inne sprawy. Tylko jest jeden warunek- odpowiedziała.
-Jaki?- zapytaliśmy chórkiem, a ona zaśmiała się.
-Jesteście naprawdę zgrani. Nie dziwię się, że jesteście zespołem- odpowiedziała.
-Ale wróćmy do tematu- powiedziałam zniecierpliwiona.
-Ok, więc...  Musicie mieć średnią z średnich ze wszystkich klas powyżej 3,0- odpowiedziała, a my zamilkliśmy.
-Może być z tym ciężko- westchnął Jeremy, a my spojrzeliśmy na Jamesa.
-No co?- zapytał z miną niewiniątka.
-Dobrze... Umówmy się tak, że obliczycie dzisiaj wasze średnie, a Lili wyśle mi SMSa z tymi średnimi. Przećwiczmy teraz jakieś piosenki- odpowiedziała.
-Wczoraj napisałam nowy tekst- odpowiedziałam i podałam kartkę Camille. Ta podała ją innym.
-No, niezła jest- skomentował James.
-Świetna!- dodała ruda.
-Przećwiczmy ją- zaproponowała starsza brunetka, a my zgodziliśmy się.
Potem tylko śpiewaliśmy przez bite 3 godziny....





Taki króciutki, ponieważ mam świetny pomysł! Nie zanudzam, więc....
~~Zmierzchu :* <5

czwartek, 14 maja 2015

Rozdział 17

Rozdział numer 17 :33 JUTRO PIĄTEK!!!!!!!! :D


-No więc... Zacznijmy od tego, że nie było was na spotkaniu z Camille- powiedziałam, kiedy usiedliśmy na kanapie.
-Wiemy, ale...- zaczęła Ali, jednak nie wiedziała co powiedzieć.
-Spotkamy się znowu- wtrącił Mike.
-Lepiej mów, co się stało- dodała Marry.
-No ok- westchnęłam- A więc to było tak....- zaczęłam opowiadać, a oni słuchali mnie jak zaklęci. Co jakiś czas James dodawał jakiś zabawny komentarz- I... To już konie jakże pięknej, lecz smutnej historii.
-Czyli, że... Jeremy się uwolnił?- zapytał dla upewnienia Mike.
-Yhhym.- przytaknęłam i ziewnęłam. Byłam strasznie zmęczona, bo tak ciężkim dniu.
-Łatwo poszło- skomentowała Marry.
-Za łatwo- mruknął Jeremy siedzący na fotelu.
-Okej, ja spadam. Jestem strasznie zmęczona- powiedziałam i poszłam do pokoju. Przebrałam się w piżamę i od razu położyłam się do łóżka. Usnęłam po kilku minutach....




                                                    ********Ranek********

Obudziłam się z strasznie bolącymi policzkami. Aż syknęłam z bólu. Szybko wstałam i spojrzałam na zegarek. 9.00. Poszłam do kuchni, wzięłam małą torebeczką z opatrunkami, które kupiłam wczoraj i wróciłam do pokoju. W łazience, przed lustrem, powoli odkleiłam  plastry i ukazały się dwie rany. Okropne.. Lekarz powiedział, że jeżeli nie będę ich przemęczała to nie będzie nawet blizny. Przemęczać, to znaczy nie mówić dużo ani nie przeżuwać i tak dalej, i tak dalej. Kiedy zmieniłam opatrunki założyłam luźną koszulkę i krótkie spodenki. Włosy spięłam w koka. Po dojściu do kuchni zjadłam jogurt, bo nie trzeba go przeżuwać.  Umyłam zęby i zrobiłam makijaż.  Założyłam moje okulary przeciwsłoneczne i poszłam na balkon, gdzie był ogromny basen. Położyłam się na leżaku i założyłam słuchawki na uszy. Reszta zapewne jeszcze spała. Po moim wczorajszym wyjściu słyszałam, że trochę sobie piwa popili. Alkoholicy. Prychnęłam. Wsłuchiwałam się w hiszpański tekst i nagle mnie oświeciło. Szybko wstałam i pobiegłam po kartkę papieru. Kiedy wróciłam od razu wylałam słowa na papier. Po godzinie piosenka była gotowa i całkiem fajna:


Pensando en ti 
puedo ver el matiz, 
y el reflejo de mi de depresion 
puedo ver el perfil 
del fantasma que hay en mi interior 
y no he dejado de fumar y no puedo dormir 
y en medio de la soledad sigo pensando en ti 
y no me atrevo a comenzar por olvidarte al fin 
porque me asusta descifrar 
que habra detras de ti 

que hay detras 
de una lagrima 
que hay detras 
de la fragilidad 
que hay detras 
del ultimo adios 
que hay detras 
cuando acaba el amor 
que hay detras 

puedo ver desde aqui mis recuerdos persiguiendote 
puedo ver el perfil de mi sombra sobre la pared
y no he dejado de fumar y no puedo dormir 
y en medio de la soledad sigo pensando en ti 
y no me atrevo a comenzar por olvidarte al fin 
porque me asusta decifrar 
que habra detras de ti 

que hay detras 
de una lagrima 
que hay detras 
de la fragilidad 
que hay detras 
del ultimo adios 
que hay detras 
cuando acaba el amor 
que hay detras 
que hay detras 
que hay detras 
que hay detras 
{que habra detras de ti} 

que hay detras 
de una lagrima 
que hay detras 
de la fragilidad 
que hay detras 
del ultimo adios 
que hay detras 
cuando acaba el amor 
que hay detras 
que hay detras 
que hay detras 
que hay detras


Co w naszym języku znaczy:

Mogę zobaczyć odcień
I odbicie mojej depresji
Mogę zobaczyć profil
Zjawy, która znajduje się
W moim wnętrzu
I nie przestałam palić
I nie mogę spać
Pośrodku samotności
Wciąż myślę o tobie
I nie odważam się zacząć,
By w końcu cię zapomnieć
Ponieważ przeraża mnie odkrycie
Co będzie za tobą

Co znajduje się
Za łzą
Co znajduje się
Za kruchością
Co znajduje się
Za ostatnim pożegnaniem
Co znajduje się
Gdy kończy się miłość
Co znajduje się za..

Mogę stąd zobaczyć
Jak moje wspomnienia prześladują cię
Mogę zobaczyć profil
Mojego cienia na ścianie
I nie przestałam palić
I nie mogę spać
Pośrodku samotności
Wciąż myślę o tobie
I nie odważam się zacząć,
By w końcu cię zapomnieć
Ponieważ przeraża mnie odkrycie
Co będzie za tobą

Co znajduje się za
Co znajduje się za
Co znajduje się za
Co znajduje się za mną

Co znajduje się
Za łzą
Co znajduje się
Za kruchością
Co znajduje się
Za ostatnim pożegnaniem
Co znajduje się
Gdy kończy się miłość
Co znajduje się za  łzą

Wyszło nawet fajnie. W oddali słyszałam jak  ktoś krząta się po kuchni. Po głosach obstawiał, że to James i Jeremy. Nie zwracając na nich uwagi odłożyłam kartkę i znowu zaczęłam słuchać muzyki. Mamy własną piosenkę!!! To znaczy, nie wiem co reszta o niej powie, ale trudno. Mi się podoba i ja na pewno będę ją śpiewała. Sama, z kimś to nie ma znaczenia. 
-Hej Lili. Co to za kartka pływa w basenie?- zapytał James siadając obok mnie. Zdjęłam słuchawki i wyłączyłam muzykę. Po chwili usłyszałam wielki plusk. No tak. Jeremy się już tutaj całkiem zadomowił. Przewróciłam oczami i zachichotałam. 
-Jaka kartka?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie, a chłopak wskazał mi kartkę papieru unoszącą się na wodzie. Szybko spojrzałam na stoliczek, jednak tam tekst piosenki nie leżał. Była tylko jedna możliwość.
-Nie!- krzyknęłam zrywając się z leżaka i syknęłam z bólu. Policzki dały o sobie znać. Chłopaki nagle na mnie spojrzeli z zapytaniem. 
-Tam pływa moja piosenka, którą napisałam kilka chwil temu!- krzyknęłam, a mój brat szybko podpłynął i ją wyłowił. Po około minucie przemoczona kartka papieru była w moich rękach. Tusz rozmazał się, ale da się ją uratować. 
-Hej wszystkim!- powiedziała Ali zjawiając się tutaj. 
-Przynieś kartkę! Szybko!- zarządziłam. 
-Mike! Zapodaj kartkę!- krzyknęła, a po chwili zjawiły się nasze gołąbki. Marry niosła tackę z napojami w szklankach, a Mike miał kartkę, piłkę, którą po chwili rzucił do chłopaków. Sam skoczył na bombę do basenu, przez co ochlapał nas. 
-Ej!- krzyknęłyśmy naraz, a po chwili wybuchnęłyśmy śmiechem. Usiadłam na leżaku i przepisałam tekst piosenki. Po chwili podałam go dziewczynom. 
-Hmm...- mówiła Ali chrupiąc marchewkę- Jest bardzo fajna!
-Popieram! Po prostu mega!- krzyknęła z entuzjazmem Marry. 
-To teraz.... Idziemy do wody!- powiedziała Ali, zdjęła sukienkę i skoczyła do wody.  Wszyscy wybuchnęli śmiechem.  Ja i Marry poszłyśmy w jej ślady. Dobrze, że założyłam moje nowe, miętowe bikini i opatrunki wodoodporne. Graliśmy w wodną siatkówkę, chlapaliśmy się wodą i wiele, wiele, wiele innych zabawnych rzeczy.  Wyszaleliśmy się jak za dobrych, dawnych czasów...

                               ********Wieczór********
Godzina 22.00, a ja zaraz idę spać. Lekarz powiedział, że muszę teraz długo spać, bo rany szybciej goją się podczas snu. Byłam już w mojej piżamce z Hello Kitty i teraz siedziałam przed moją toaletką i zmywałam makijaż. Kiedy już to skończyłam zaplotłam moje mokre blond włosy w warkocza i spakowałam się jutro do szkoły. Jezuu..... Jeszcze tylko 9 miesięcy i 2 tygodnie. Potem kariera i tak dalej i tak dalej...  Gdy już skończyłam to robić położyłam się do łóżka i przeczytałam dwa rozdziały książki.  W sobotę umówiliśmy się z Camille i wtedy omówimy temat tej cholernej szkoły. Usnęłam błądząc w skrajnej przyszłości....



No hej!! Szybki rozdział, bo mnie koleżanki poganiają :p :) Dodaję teraz często rozdziały, nie? Ale to chyba fajnie :)
Kończę już, więc:
KOCHAM WAS!
~~Zmierzchu :* <5

wtorek, 12 maja 2015

Rozdział 16



SHOWTIME! Ciąg dalszy! ;)

-Coś ty zrobił?!- krzyknęła matka odchodząc od kuchni.
-Przepraszam, mamo.- powiedział Jer udając skruchę.
-Gówno mnie obchodzą twoje przeprosiny! To po jaką cholerę była potrzebna ci zgoda?- krzyknęła. Chłopak spojrzał na mnie. Lekko kiwnęłam głową, na nie. Niestety ona to zauważyła.
-Liliana! Wiedziałam, że masz coś wspólnego z tym gówniaro! Mój grzeczny synek nie mógłby być do tego zdolny!- krzyknęła i podeszła do mnie. Po chwili spoliczkowała. Jęknęłam i upadłam. Zakręciło mi się w głowie. Zapomniałam. Matka chodziła na karate. Po chwili na moich policzkach poczułam łzy i czerwoną ciecz. Musiała zastosować akurat ten cios? Będzie to mi się goiło przez jakieś dwa miesiące!
-Lili!- krzyknął Jer podbiegając do mnie- Wszystko ok?- zapytał mnie przytulając.
-Ta-aak- odpowiedziałam. Po chwili wstał i spojrzał z wyrzutem na naszą rodzicielkę.
-Jak mogłaś uderzyć własną córkę? Mnie biłaś, ale ja to co innego. Lili też musiałaś?!- krzyknął pytając.
-Nie będziesz mi się stawiał! Przez wszystkie lata wytrzymywałeś, to teraz też!- krzyknęła i już podniosła rękę, kiedy nagle Jeremy zniknął w inne miejsce- Jak śmiałeś to zrobić?
-Nie podniesiesz już na mnie ręki! Umiem ci się postawić!- krzyknął. Po tych słowach matka osłupiała. Nie ruszała się, tylko głęboko oddychała. Wykorzystując to z wielkim bólem się podniosłam i wzięłam telefon wyłączając nagrywanie.
-Chodź, siostro- powiedział cicho Jeremy i razem wyszliśmy z domu. Skierowaliśmy się na komisariat. Podtrzymywałam chusteczką jeden krwawiący policzek, a drugi trzymał Jer.
-Jak się czujesz?- zapytał troskliwym głosem.
-Już wiem jak ty się czułeś przez te wszystkie lata- powiedziałam płacząc.
-Szczerze... Ona nigdy mnie tak mocno nie uderzyła. Czasem leciała krew, siniaki były. Ale to nie to samo. Ja nie raniłem się tak bardzo. Miałem mocne ciało, a ty... Jesteś delikatna- powiedział i przytulił mnie mocniej. Po chwili byliśmy na miejscu. Chwilę wcześniej Jer zadzwonił do Camille. Powiedziała, że będzie za kilka minut.
-Przepraszam! - krzyknął chłopak do policjanta, który tylko się odwrócił, spojrzał na nas i poszedł dalej. Prychnął.
-Chamstwo w policji- dodał i obydwoje usiedliśmy na krzesłach. Po chwili zobaczyliśmy biegnącą na szpilkach brunetkę.
-Byłam w trakcie dojazdu na spotkanie, kiedy zadzwoniłeś, więc odwołałam je i zjawiłam się tu, jak najszybciej umiałam- powiedziała dysząc.
-Dzień dobry. Zapraszam do pokoju- powiedział policjant, który zjawił się ni stąd, ni zowąd. Wolnym krokiem weszłam. Strasznie się denerwowałam. Jakby nie patrzeć, zgłaszam moją własną matkę. Kobietę, która mnie urodziła. Nie mogę powiedzieć, że mnie wychowała, bo wychowała mnie niania. Usiadłam obok Jeremiego, a Camille stała za mną i trzymała mi rękę na ramieniu. Jeremy był zły. Widziałam to. Był wręcz wściekły, bo nie taki był plan. On miał być pobity, nie ja.
-Co się stało?- zapytał wzdychając policjant.  Ja nic nie mówiąc wyjęłam telefon i odtworzyłam nagranie. Przez ten czas mój brat wyjaśnił w skrócie co się stało i jakie są nasze zamiary.
-Dobrze... Rzeczywiście wygląda to nie najlepiej. Zgłosimy tą sprawę do sądu. W takim wypadku, twój brat. Liliano jest pod zagrożeniem życia. Patrząc na twoje policzki, jestem pewien, że nie można z tym zwlekać i sąd na pewno to przyjmie. Moim zdaniem rozprawa odbędzie się w przeciąga bieżącego miesiąca. Na chwilę obecną Jeremy jest pod twoją opiekował. Proszę mi tylko podać numer telefonu, adres i adres rodziców- nabazgrałam kilka cyferek i słów na kartce i podałam mu ją- Świetnie! To wszystko, tutaj jest jeszcze upoważnienie do nadzorowania brata. Jesteście wolni- powiedział, a my w ciszy wyszliśmy.
-Udało się!- powiedziała Camille.
-Chodźmy teraz do szpitala- mruknął blondyn, a my wsiedliśmy do tramwaju i skierowaliśmy do najbliższego szpitalu. Po kilkunastu minutach byliśmy na miejscu. Przez ten cały czas ludzie dziwnie się na nas gapili. W sumie to się nie dziwię. Miałam zakrwawione policzki, a na nich przytrzymywałam czerwonej barwy chusteczki. Jeremy mnie zapisał. Mówiłam już, że kocham mojego brata? Nie wiem co bym bez niego zrobiła. Camille nie przyszła z nami, tylko pojechała na spóźnione spotkanie.
-Liliana Laurentis!- powiedział doktor wychodzący z pomieszczenia o dziwnej nazwie.
-Ja!- krzyknęłam i podeszłam do niego.
-Uu...- stwierdził poruszając moją twarzą na wszystkie strony- Obawiam się, że będziemy szyć- dodał, a ja spojrzałam ze strachem na mojego braciszka. Ja?! Szycie?! Ja robię karierę, a po tym będą ślady! Cholera!!! Ciemna!
-Zapraszam- powiedział i wskazał gestem ręki na łóżko znajdujące się w środku pomieszczenia. Usiadłam na nim, a lekarz zlecił podstawowe badania, a po chwili poszedł po dermatologa.
-Bracie....- jęknęłam.
-Nie martw się Lili. Będzie dobrze- odpowiedział próbując wesprzec mnie, jednak to nie dało żadnych rezultatów.
-Ale ja jestem piosenkarką, jakby nie patrzeć!- krzyknęłam, zwracając uwagę kilku pacjentów.
-Lili Laurentis?!- usłyszałam pisk zza pleców. Odwróciłam się i ujrzałam drobną nastolatkę. Miała nie więcej niż 15 lat. Uśmiechnęłam się ciepło do niej.
-Tak- przytaknęłam.
-Mogę prosić o autograf?- zapytała nieśmiało, podając mi zeszyt i długopis.
-Jasne- odpowiedziałam i podpisałam się- Jak masz na imię?
-Sara- powiedziała siadając obok mnie-Jeremy?! Laurentis?!
-We własnej osobie i na żywo- zaśmiał się.
-Uwielbiam Rebendent. Jestem waszą fanką, odkąd zobaczyłam wasz filmik na YouTubie. Jesteście fantastyczni!- krzyknęła. Miło było słyszeć takie słowa. Nasza kariera trwa od około tygodnia, a my już mamy fanów.  Zrobiłam jej krótką dedykacją i podałam zeszyt bratu. On postąpił podobnie.
-Co ci się stało na policzkach?- zapytała cicho po chwili.
-Nic takiego. Krótka kłótnia- odparłam tajemniczo.
-Czy to był James?- zapytała ponownie Sara.
-Nie!- odparłam do razu- Skąd ci to przyszło do głowy?
Ona jednak nic nie odpowiedziała. Pogrzebała chwilę w telefonie, po czym podała mi go do ręki. Facebook i czyjś post. Jamesa:


Lili, Liliano Laurentis. Przepraszam za to co zrobiłem. Byłem pijany, a wiesz, że wtedy nie kontroluję siebie. Popełniłem ten sam błąd po raz kolejny. Zawaliłem sprawę. Wiem, że już kiedyś obiecywałem i nie dotrzymuję obietnicy. Jestem skończonym kretynem. Kiedy tylko Ali powiedziała mi o tym, a trochę przypomniałem, chciałem cię przeprosić. Od rana nie ma cię w domu, a jest już popołudnie. Mam tylko nadzieję, że mi wybaczysz. 
Besos :**
James
Przeczytałam to na głos i zamarłam. Nie spodziewałam się czegoś takiego po nim. Zazwyczaj nie był poważny, ba nigdy nie był. Ale... Ten post był pisany na poważnie. Jak tylko wrócę porozmawiam z nim. Tylko.... Nie wiem kiedy to się stanie. Jest już 6.00, a tu końca nie widać. Oddałam jej telefon i w tym samym momencie przyszła pielęgniarka, która wygoniła Sarę, a sama przemyła moje ciągle krwawiące rany. Po chwili zjawiło się też dwóch lekarzy.
-To jest lekarz dermatolog, Rocky August- przedstawił go, a sam zniknął wraz z pielęgniarką.
-Dobrze... Już po krwawieniu mogę stwierdzić, że potrzebne będzie szycie- mówił patrząc na moje rany- Tak, jestem pewien. Zapraszam do sali- dodał, a ja poszłam za nim. Jeremy szedł za mną.
-Nie bój się...- szepnął mi do ucha- Będzie dobrze, a jak wyjdziemy ze szpitala zabieram cię na pizzę. Niech James i reszta poczekają ii się trochę pomartwią. Kiedy weszliśmy do sali położyłam się na fotelu i zamknęłam oczy. Lekarz dał mi znieczulenie, więc tylko tam siedziałam i słuchałam jak pan doktor opowiada fajne historia z życia wzięte. Po godzinie było po sprawie. Pielęgniarka nakleiła mi plasterki i wyszłam ze szpitala.
-To idziemy na tą pizzę?- zapytał Jeremy.
-No ok, jest dopiero 7.00- odpowiedziałam i wspólnie ruszyliśmy do najbliższej pizzerii. Rozmawialiśmy na różne tematy, ja starałam się nie śmiać, bo te plasterki zajmowały mnie połowę mojej twarzy. Po zjedzonej pizzy, poszliśmy do domu. Byłam strasznie zmęczona, a jutrzejszy dzień spędzę w mieszkaniu.
-Lili?! Jer?! Gdzie wyście do cholery byli?!- krzyknęli wszyscy na raz wyłaniając się z kuchni.
-To my!- krzyknął blondyn stojący obok mnie.
-Co ci się stało na twarzy?!- krzyknęli chórkiem.
Zaczyna się....



~~Zmierzchu :* <5

środa, 6 maja 2015

Rozdział 15



Zobaczyłam... Jeremiego!
-Jeer..- wyjąkałam- Co ty tu robisz?
-Przecież jest spotkanie- odparł. jakby to było najoczywistszą rzeczą na świecie- A tak w ogóle... To gdzie jest reszta?
-Mnie to nie interesuje. Po tym co wczoraj odwalili, mało mnie oni obchodzą- odpowiedziałam i usiadłam- Jestem Lili. Miło mi. - dodałam po chwili i podałam dłoń dziewczynie siedzącej obok.
-Domyśliłam się- zaśmiała się- Jestem Camille. Co się stało wczoraj?
-Była impreza z okazji urodzin Jer'a oraz wyprowadzki ze starego domu i wprowadzenia do naszego nowego mieszkania i James, jeden z zespołu strasznie się upił i przy całej bandzie młodzieży zaczął na mnie gadać- odpowiedziałam na pytanie.
-To nie wszystko- mruknął mój brat- Kiedy wyszłaś... Wtedy to się dopiero zaczęło... Widział jak wychodziłaś i tak zaczął gadać, że aż szkoda gadać- machnął ręką. Westchnęłam.
-Jak mnie przeprosi, to z nim pogadam- powiedziałam.
-Ale ktoś się zjawi?- dopytywała wyraźnie zaciekawiona.
- Zapewne nie, wszyscy są na kacu- zaśmialiśmy się.
-No trudno. Dzisiaj się ze sobą zapoznamy. Jak już mówiłam jestem Camille i mam 21lat. Pracuję tu od roku i jak dotąd nie prowadziłam żadnego zespołu. Jesteście pierwszym, ale jak to mówi John jestem utalentowana. A do utalentowanej i  do utalentowanych Świat należy- powiedziała naśladując głos Johna- Co by tu dodać? Chyba nic. Teraz wasza kolej.
-Okej, to ja pierwsza. Jestem Liliana, ale każdy mówi na mnie Lili. Mam 18 lat i kocham muzykę odkąd skończyłam 3 latka. Ciocia mnie uczyła śpiewać według konkretnych tonów i tak dalej. Moi rodzice zawsze zakazywali muzyki w domu. Są prawnikami i przez całe moje życie mną sterowali. Na szczęście jestem pełnoletnia, więc się od nich oderwałam- dokończyłam mą opowieść.
-Uuu... - skomentowała brunetka- To trochę słabo. Ale nie martw się, jest dużo osób nietolerujących muzykę. Teraz ty Jeremy.
-No to ja jestem Jeremy, jestem bratem Lili. Mam 17 lat, więc jeszcze nie oderwałem się od rodziców, a moja historia jest tak samo nieciekawa jak moje starszej siostry. Tylko, że mam jej ogromne wsparcie- powiedział blondyn.
-No to wcale nie jest tak źle. Widziałam filmik, gdzie śpiewacie, ale na żywo będzie to wyglądało lepie. Zaśpiewajcie, Tak,  tu i teraz- uśmiechnęła się, a my wykonaliśmy jej polecenie- Wow! Rodzeństwo w duecie! Nie dość, że świetnie brzmi, to to zawsze dobrze dla was wychodzi. Jeżeli wasz zespół się rozpadnie, wy możecie stworzyć wspólny duet- zaśmiała się, a my razem z nią. To jest naprawdę fajna kobieta! I do tego młoda, więc na pewno nas w każdej sytuacji nas zrozumie.
-Jest już 12.00, więc za 2 godziny mam umówione spotkanie, a my musimy omówić jeszcze jedną sprawę- westchnęła spoglądając na ekran telefonu.
-Jaką?- zapytaliśmy w tym samym czasie razem z Jeremym, a po chwili wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
-Widać, że rodzeństwo- odparła- Ok, ponieważ Jeremy nie jest pełnoletni będzie potrzebował dużo zgód. Na przykład na wyjazd z kraju, podczas trasy koncertowej czy pozwolenie na koncertowanie. Są kluby, gdzie taka zgoda jest konieczna- zaczęła.
-To co z tym zrobić?- zapytał chłopak.
-Moim zdaniem można... Jakoś to przerabiać. Albo... Lili zostanie twoją prawną opiekunką. Do tego jednak potrzebujemy dowodów- mówiła całkiem poważnie.
-To nie będzie trudne- odpowiedział brat.
-Czemu?- zapytała zdziwiona brunetka.
-Kiedyś jak się nie zgodziłem na wystąpieniu w turnieju pływackim, moja mama zrzuciła mnie ze schodów- powiedział Jeremy, a ja momentalnie przypomniałam sobie o tym. Miałam 15 lat i siedziałam w pokoju śpiewając piosenki i szykując się na randkę. Nagle usłyszałam krzyki, a potem coś spadło. Szybko wybiegłam z pokoju i zobaczyłam moją okrutną matkę na szczycie schodów, a mojego 14-letniego brata na dole. Wtedy złamał nogę i chodził w kołnierzu przez miesiąc.
-Nigdzie z tym nie poszliście?- zapytała.
-Nie, myśleliśmy o tym, ale za bardzo baliśmy się rodziców- odparłam.
-Czyli... Możemy zrobić tak, że... Wiem, że to nielegalne, ale kurczę, musimy coś zrobić! Jeremy narazisz się rodzicom, tak że cię pobiją, a potem pójdziecie na policję. Lili ma własne mieszkanie, więc ma duże szanse na odziedziczenie cię- powiedziała- To jak, Jer?
-No ok- mruknął przekonany. Nie byłam przekonana czy się zgodzi, ale wiem, że bardzo chce oderwać się od rodziców.
-Świetnie!- powiedziała wyraźnie uradowana- A teraz muszę lecieć. Mam spotkanie w waszej sprawie z pewnym DJem, który chętnie się wami zajmie.- dodała i wyszła.
-Więc... Chodźmy do rodziców- powiedział Jeremy i oboje wyszliśmy z wytwórni muzycznej. Tramwajem przejechaliśmy kilkanaście przystanków i dojechaliśmy do domu rodziców. Ostatnio nie widziałam tego domu. Wyglądał tak samo. Z zewnątrz... Jakby mieszkała tam szczęśliwa rodzinka, ale wewnątrz patologia. Westchnęłam i weszłam.
-Liliana! Cóż za miła wizyta- krzyknęła mama, a ja mimowolnie przewróciłam oczami, gdy usłyszałam moje pełne imię. Zdjęłam moje nowe trampki i grzecznie usiadłam na blacie w kącie kuchni. Przy okazji włączyłam nagrywanie w telefonie. Musimy mieć niezbity dowód.
-Mamo, muszę ci coś powiedzieć- powiedział Jeremy.
-Jasne, mów. Coś się stało?- zapytała uśmiechając się. Była dzisiaj w wyjątkowo dobrym humorze, wiem jednak, że to się za kilka minut zmieni.
SHOWTIME!
-Okłamałem cię...



Łapajcie rozdziałek! Gdzieś tam we mnie, ciągle tkwi nadzieja, że ktoś to czyta. Nadzieja matką głupich... 
~~Zmierzchu :* <5

poniedziałek, 4 maja 2015

Wielkie zmiany Zmierzcha!!




No hej misiaki! Mam nadzieję, że chociaż ktoś tutaj przychodzi :( Zmieniłam to i owo i UWAGA!!!! OD TERAZ ROZDZIAŁY BĘDĄ DODAWANE NIEREGULARNIE, czyli częściej, rzadziej to zależy ode mnie

KOCHAM WAS!!
~~Zmierzchu :* <5

niedziela, 3 maja 2015

Informacja WAŻNA!!!



Wiecie co? Ja nie wiem czy nie zawiesić tego bloga. Nikt na niego nie wchodzi, żadnych komentarzy. Piszę dla was, ale jak was nie ma... To jaki jest sens tego pisania? Męczę się i każdy sobotni poranek, na wpół przytomna, zamiast iść spać... Piszę, ale po co? Nie będzie komentarzy, to ja z tym kończę. I tyle. 

~~ZMIERZCHU :* <5

piątek, 1 maja 2015

Rozdział 14



Pora na imprezkę! Mike włączył muzykę na fula i wszyscy zaczęliśmy tańczyć. Podrygując w rytm muzyki piłam alkohol. Ach... Takie życie to ja lubię. Oderwać się od problemów, zapomnieć o wszystkim, pić alkohol, bawić się! Po prostu się bawić! Ja raczej nie chodzę często na imprezki, więc lubię się na nich wyluzować. Zazwyczaj film mi się urywa, ale nie robię głupich rzeczy. W porównaniu do Jamesa, który po kilku piwach zaczyna tańczyć na stole. Zawsze mówi, że nie będzie więcej pił, ale nie dotrzymuje słowa.
-Tańczymy?- ni stąd, ni zowąd przede mną zjawił się James. Oczywiście zgodził się i wspólnie szaleliśmy "na parkiecie". W międzyczasie postanowiłam nie pić. Odłożyłam kubek. Muszę pozostać trzeźwa, gdyby coś się stało. Widziałam jak Mike, jako DJ pije alkohol oraz dziewczyny, które również sączyły napój przez rurki. Pewnie zrobiły sobie jakieś drinki. Po ruchach Jamesa widziałam, że wypił już z dwa piwa. Tylko jakim cudem? Impreza zaczęła się 30 minut temu. Nie wiem czemu, ale zawsze na imprezkach czas leci bardzo szybko. Tylko gdzie jest Jeremy? Rozejrzałam się dokoła. Świetnie się bawił w gronie znajomych i oczywiście pił piwo. Pomińmy fakt, że nie ma do tego prawa, ale cóż... Są jego urodziny, więc niech się bawi! Czemu nie? Wpadłam w wir imprezy!!!

                                 ********2 godziny później********

Po bardzo długim czasie przetańczyłam z praktycznie wszystkimi chłopakami. Teraz przyszedł czas na tort. Spojrzałam znacząco na Marry, a ona zniknęła w kuchni.
-Dobra ludzie! Czas na marzenie i żarcie!- krzyknął Mike przez mikrofon i tym samym zwrócił uwagę ludzi. Czarnowłosa weszła do salonu, gdzie odbywała się imprezka, z sześciopiętrowym tortem. Młodzież bardzo się zdziwiła, widząc tak gigantyczny tort. I dobrze, niech będą pod wrażeniem, ponieważ zapłaciłam za niego dużo hajsu. Na szczycie był mikrofon i nutka. Inne piętra przyozdobione były małymi nutkami i innymi znakami muzycznymi.
-Bracie, pora na życzenie!- krzyknęłam, kiedy Jeremy podszedł do nas.
-Ok- mruknął i powiedział coś, jednak tego nie usłyszał nikt. Chłopak zdmuchnął świeczki i każdemu zaczął podawać małe kawałki tortów. Małe? Nawet mniejsze. Po imprezce nam trochę zostanie i nie będzie trzeba gotować.  Wśród muzyki usłyszałam dzwonek mojego telefonu. SMS, kto to może być? O tej porze? Jest prawie północ.

Rebendent, macie spotkanie z Camille  jutro o 11.00. Nie spóźnijcie się. 
                                                                      John
Świetnie! My tu mamy imprezkę, która rozkręca się wraz z sekundą, a o 11.00 jest spotkanie! Mamy 11 godzin na ogarnięcie tego syfu, wyspanie się, przygotowanie się i zlikwidowanie kaca. Perfecto! Ok, Lili nie panikuj. Po kilku minutach głębokich rozmyślań postanowiłam, że imprezka potrwa do 1.00. Koniec, kropka. Jutro mamy ważny dzień, z resztą jak cały ten tydzień był ważny. W salonie był zegarek, więc co jakiś czas na niego patrzyłam.  Podzieliłam się tym z Alison, ale widziałam, że się nieźle nachlała. Tylko żeby na stole nie tańczyła... Spojrzałam na stół. Cholera! James tak wchodzi chwiejnym krokiem. Niedobrze, niedobrze, niedobrze, niedobrze.
-Dobra moi przyjaciele!! Czas na coś szalonego! Bo Lili uważa, że imprezka się zaraz kończy. A my będziemy szaleć aż do rana! Wiecie czemu?! BO NIE JESTEM SZTYWNY JAK LILI!!!
O nie! Teraz to mnie zdenerwował. Przekazałam każdemu wiadomość o jutrzejszym, dzisiejszym spotkaniu i poszłam do pokoju. Oczywiście zamknęłam się na klucz. Zrobiłam sobie kąpiel i dolałam dużą ilość olejków odprężających. Od teraz nie rozmawiam z Jamesem. Kiedyś obiecał, że nigdy tak nie zrobi. Nie obrazi mnie na pośmiewisko szkoły. Zrobił to! Znowu! Kiedyś też była taka sytuacja, tylko trochę gorzej. Wyzywał mnie, mówił sekrety... Cała szkoła się ze mnie śmiała. Weszłam do gorącej wody i zanurzyłam się w niej do szyi. Po godzinie położyłam się do łóżka i ustawiłam budzik na 9.00. Założyłam moje imprezowe nauszniki i poszłam spać. Miałam głęboko w poważaniu co tam się dzieje.



                                           ********Poranek********
Obudził mnie budzik o 9.00. Byłam całkiem wyspana. W sumie spałam 7,5 godzin. Ziewając wyszłam z pokoju. W całym domu panował syf. Weszłam do kuchni, a na blacie leżał śpiący James. Jak ja mam sobie śniadanie zrobić?! Popchnęłam go, przez co spadł.
-Kur..!- krzyknął, ale zaraz potem poszedł dalej spać. Blat przetarłam ścierką i wyjęłam składniki na pożywną sałatkę. Po kilkunastu minutach była gotowa, więc usiadłam i zaczęłam ją jeść. Kiedy wracałam do pokoju, kątem oka zauważyłam rudą na kanapie i Mike'a w miejscu przeznaczonym dla DJ' ów. Nie zwracając na nich uwagi wróciłam do pokoju i wykonałam wszystkie poranne czynności. Za oknem lał deszcz. Niefajnie. Założyłam rurki i luźną koszulkę. Włosy spięłam w koka, a kilka kosmyków zostawiłam rozpuszczone. Zrobiłam makijaż, wzięłam kilka rzeczy do torebki. Zgarnęłam moją białą skórzaną kurtkę i wyszłam. Będąc na korytarzu i zakładając buty słyszałam jak Ali mówi coś o dzisiejszym spotkaniu. Ale mnie to nie obchodzi.Wyszłam i szybko pobiegłam na przystanek autobusowy. Przejechałam przez kilka przystanków aż byłam przed wytwórnią. Nareszcie! Weszłam i od razu skierowałam się do naszego studia. Przy niedużym stoliczku zobaczyłam brunetkę, na pewno Camille. Weszłam i zobaczyłam...


Godzina 6.40, a ja piszę rozdział :3 Wiem, że badziewny, ale nie mam weny na tym rozdziale, dopóki mam wenę na moim drugim blogu ;)

~~Zmierzchu :* <5

piątek, 24 kwietnia 2015

Rozdział 13


Zszokowani spojrzeliśmy na siebie. Jakie nazwiska?
-Ym...- zaczęłam- Lili Laurentis...
-Nie ma- odpowiedział surowym tonem ochroniarz. Co robić? Co robić? I czemu John nas nie uprzedził? Ja odbędę sobie z nim pogawędkę. Poważną pogawędkę.
-Jesteśmy zespołem. Rebendent- dodałam. Ochroniarz jednym skinięciem oczu westchnął.
-Nie ma was, przykro mi-  powiedział swoim niemiłym głosem.
-Niech pan chwilkę poczeka, już dzwonię do Johna. Sam nas tu zaprosił- odpowiedziałam spanikowana i szybko wyjęłam telefon.
-Lili! Milo cię słyszeć, ale gdzie wy jesteście? Czekam od kilku minut, a wiesz że nie lubię czekać- przywitał mnie jego niecierpliwy głos.
-Wiem John, przepraszam. Mamy problem, ponieważ od kilku minut ochroniarz nie chce nas wpuścić. Mówi, że nie ma nas na liście- westchnęłam.
-Oh tak! Przepraszam Was bardzo, całkiem zapomniałem wpisać was na listę!- krzyknął- Już do was idę- dodał i rozłączył się. Oznajmiłam to reszcie i wspólnie, wraz z ochroniarzem, czekaliśmy na Johna. W końcu zjawił się.
-Connor, wpuść ich. Teraz będą tu często przychodzić. Jest to nasz nowy zespół. Wpisz ich na listę. Rebendent się nazywają- powiedział szybko, a nas wpuścił do środku. Przez ramię widziałam jak Alison pokazuje język do ochroniarza. Zachichotałam cicho.
-Ruda, kultury trochę- zaśmiał się James szturchając ją w ramię.
-Oj, cicho bądź- odpowiedziała naburmuszona i szła w ciszy. Wszyscy oglądaliśmy piękne nagrody, wystrój wnętrz, po prostu wow! W telewizji wygląda to pięknie, ale na żywo to normalnie słów brak!
-Ponieważ jesteście bardzo utalentowanym zespołem, powierzę was w ręce mojej ulubienicy- Camille. Niestety teraz jej nie ma, musiała wziąć wolne w sprawach rodzinnych. Poznacie ją w przyszłą sobotę. Najpierw wasze nowe studio. Wasze i tylko wasze. Możecie tu przychodzić kiedy tylko chcecie i coś zagrać, zaśpiewać, napisać. Łącznie w naszej wytwórni jest 50 takich studiów i każdy ma własne. W każdej chwili możecie je udekorować waszymi zdjęciami, co tam tylko chcecie. Po prostu wasza przestrzeń. Rozejrzyjcie się tu chwilę, ja muszę coś załatwić- powiedział, spoglądając na ekran telefonu i szybkim krokiem odszedł.
-Tu jest mega!- krzyknął rozentuzjazmowany James- Po prostu mega!
-Właśnie!- dodała Marry- Własne studio? Nie znam ani jednej, innej wytwórni muzycznej, która ma 50 takich studiów!
-A urządzanie go według nas?- zapytałam retorycznie- Wow! Oni naprawdę chcą, żebyśmy poczuli się tu jak w domu!
-Racja- przytaknął Jeremy- I obstawiam, że tak będzie.
-To będzie nasz drugi dom!- krzyknęła szczęśliwa Ali.
Było tu mnóstwo różnych guzików. Nie chciałam ich dotykać, bo wiedziałam, że coś zepsuję. Nie znam się na takich urządzeniach. Widziałam jednak, jak bardzo Mike'a do tego ciągnie. Wyjrzałam zza drzwi. Nikogo nie było. Postanowiłam zrobić coś szalonego. Spojrzenie moje i Mike'a się skrzyżowały, a on już wiedział co mam zamiar zrobić, więc oboje się uśmiechnęliśmy. Na poczekaniu wymyśliłam jedną piosenkę zespołu, od którego bierzemy piosenki. Oni się rozpadli, więc my je zapożyczyliśmy. Może kiedyś dadzą nam oficjalną zgodę na śpiewanie ich? Trzeba o tym porozmawiać z Johnem. Jakby się zastanowić, oni są naszą inspiracją. Weszłam do kabiny i rozejrzałam się. Szybko zauważyłam mikrofon i słuchawki. Bez muzyki świetnie pamiętałam tą piosenkę.

El calor de mi cuerpo que se eleva casi sin control

con solo verte


comienza por mis manos y termina en mi corazon


cuando te extrańo


particulas de amor que nadan en mi interior


pretenden incendiar el hielo de tu corazon


Y tengo miedo 


De perder el control


Y no espero 


Por volver a ti


Cada vez que te encuentre


Volverás a ser


Como el deseo


Que arde lento


Con mi fuego


FUEGO

Mi impulso se acelera con tu forma de fijarte en mí


Y con el tiempo


No se si estoy cansada de tenerte solo para mi


Si estas tan cerca


Partículas de amor que nadan en mi interior


Pretenden incendiar el hielo de tu corazón

Y tengo miedo 


De perder el control


Y no espero 


Por volver a ti


Cada vez que te encuentre


Volverás a ser


Como el deseo


Que arde lento


Con mi fuego


FUEGO



Siento fuego en mi interior


Fuego que viene de ti


Y es mas del lo que pedí

Y tengo miedo 


De perder el control


Y no espero 


Por volver a ti


Cada vez que te encuentre


Volverás a ser


Como el deseo


Que arde lento


Con mi fuego


FUEGO

FUEGO


(RBD- Fuego ~~Zmierzchu) 
Słowa same ze mnie leciały. Widziałam jak Mike świetnie sobie radzi z tym całym sprzętem. Od dziecka to potrafi, a ja zawsze się zastanawiałam gdzie i jakim cudem on się tego nauczył. Tam było grubo ponad 500 różnych przycisków,a on zmieniał to i owo jakby zmieniał status na Facebooku. Po ostatnim "ogniu" (Fuego- ogień ~~Zmierzchu) wyszłam z kabiny i odsłuchałam sama siebie. Z pomocą Mike'a brzmiałam rewelacyjnie. Wsłuchując się w mój głos, nie zauważyliśmy Johna. 
-Świetnie Ci poszło, Lili!- powiedział nagle, a wtedy wszyscy odwróciliśmy się w jego stronę- Mike, widzę, że masz doświadczenie. Wielu muzyków nie jest w stanie poradzić sobie z takim sprzętem, ale tobie poszło wspaniale. Masz doświadczenie. 
-Wiem, mój kuzyn miał taki sprzęt i nauczyłem się do niego, ogarnąłem już dawno temu- odpowiedział na luzie.
-Zatem możemy iść. Ja już załatwiłem sprawę z innym zespołem, który zepsuł jedną z najlepszych perkusji. Dzieciaki- przewrócił oczami i poszedł, a my za nim. 
-Tutaj jest wasza garderoba. Możecie trzymać wasze kostiumy, kosmetyki, szkice do stroi. Co tam tylko chcecie- dodał. Rozejrzałam się dookoła. Ta garderoba była wielkości mojej sypialni połączonej z garderobą i łazienką! Obok drzwi była ogrom,na toaletka na jedną ścianę, a obok sześć krzeseł. W połowie pokoju była ściana. Najwyraźniej było przedzielone dla chłopaków i dziewczyn. Na drugiej ścianie wisiały wieszaki, a pod nimi stał nieduży stolik. Ściany były koloru brzoskwiniowego, a podłoga wykonana z ciemnego drewna. Całkiem ładnie i przytulnie. Jak się doda trochę ubrań i innych rzeczy będzie bardzo fajnie. 
-Mam dla was stylistkę, ale wydaje mi się, że ta, która robiła Wasze kostiumy będzie lepsza- powiedział John, a ja podałam mu do niej numer telefonu. Przy okazji zauważyła  godzinę 5.30! A o 8.00 rozpoczyna się impreza!
-John, resztę obejrzymy jutro, dobrze? Musimy się już spieszyć mamy coś do załatwienia- powiedziałam, spoglądając na resztę. Na szczęście zrozumieli o co chodzi, oprócz niewtajemniczonego Jeremiego.
-Jasne, tylko jutro mnie nie ma. Zadzwonię do Camille i zapytam czy będzie. Wyślę ci smsa co i jak. Dobrze, Lili?- zapytał, a ja przytaknęłam. Szybkim ruszyliśmy do domu. 
-Kurczę, potrzebuję dwóch nowy książek. Jeremy mógłbyś po nie iść?- zapytałam schodząc po kilku schodkach. 
-No ok. Co to za książki?- zapytał znudzonym tonem. 
-James wie. Idź z nim. To bardzo ważne- powiedziałam. 
-Czeka nas świetna przygoda bracie!- krzyknął James. Oczywiście wiedział, że to tylko początek naszego planu. Wsiedliśmy do tramwaju i przejechaliśmy cztery przystanki. Potem wspięliśmy się po schodach, bo winda nie została jeszcze naprawiona. Durne dzieciaki. 
-Ok, to ja się zajmuję jedzeniem, Ali balonami, Mike alkoholem, a Marry idzie po tort- zarządziłam ,a wszyscy przytaknęli. Szybko i zaczęłam przygotowywać jedzenie. Dobrze, że dzisiaj rano kupiłam na szybko wszystkie potrzebne produkty. Postanowiłam zrobić prawdziwe, amerykańskie hamburgery. Na naszych imprezach zawsze jest coś do zjedzenia. W międzyczasie robiłam babeczki. Była to ciężka robota.  Po 40 minutach wrócił Mike niosąc dużo litrów piwa. 
-Ile upiłeś?- zapytałam mieszając krem na babeczki.
-30litrów łącznie, ale to jest ciężkie. Na razie mam tylko 10- powiedział i postawił alkohol na blacie. 
-Ali, jak ci idzie?- krzyknęłam do dziewczyny, która była w salonie. 
-Świetnie! Napompowałam już 50 balonów! Jeszcze drugie tyle!- odpowiedziała cienkim głosem, przez co ja i Mike wybuchnęliśmy śmiechem. 
-To zrób sobie przerwę i pomóż przynieś alkohol ze sklepu!- zarządziłam, a ona się zgodziła. Po kilku minutach przyszła Marry z ogromnym pakunkiem w rękach. 
-Większego ego toru nie dało się zamówić?- zapytała z sarkazmem.
-Taki jest ok. Wstaw go do lodówki. Ja cię jest już 7.00. Możesz mi pomóc z babeczkami? Wyjmij je, proszę z piekarnika=- powiedziałam, a ona wykonała moje polecenie.  Ta godzina minęła bardzo szybko. Pół godziny przed rozpoczęciem poszłam się przebrać. Zdecydowałam się na luźną bluzkę i krótkie szorty. Do tego szpilki. Włosy zostawiłam rozpuszczone i zrobiłam mocny makijaż. W międzyczasie Mike zajmował się muzyką, ale z tym nie było żadnego problemu. Teraz, wszyscy, łącznie z gośćmi, czekaliśmy na Jeremiego i Jamesa. Nagle drzwi się otworzyły.
-Lili! Nawet nie wiesz, ile się namęczyliśmy...- zamilkł kiedy zobaczył nas. 
-Wszystkiego najlepszego!- krzyknęliśmy wspólnie, a on się szeroko uśmiechnął. 
Pora na imprezkę!!

Jeej! Zmieściłam się w tej godzinie przeznaczonej na bloga! Sukces! I mam Jeszce trochę baterii!! Kończę szybko, a w następnym rozdziale imprezka!
~~Zmierzchu :* <5